Tam, gdzie misiołaki zimują: „Spiski. Przygody tatrzańskie” Wojciech Kuczok

08 października


Dzisiaj jest trochę tak, że nie wiem co napisać. Cokolwiek by to nie było, już teraz jestem pewna, że będzie niewystarczające. Żadne słowa nie są w stanie opisać tej cudownej górskiej rajzy, jaką można odbyć, kartkując tę książkę. Spróbuję chociaż zarysować ten efektowny krajobraz słów, który można podziwiać, spotykając na swojej drodze Wojciecha Kuczoka.


Spiski, tak jak wskazuje na to tytuł, opowiadają o przygodach tatrzańskich głównego bohatera na przełomie prawie dwudziestu lat. Pięć opowieści, które początkowo wydają się opisywać wydarzenia zaczerpnięte z życia autora, na przestrzeni lat rozrastają się w swojej grotesce i niewiarygodności, aby pod koniec dać dowód na swoją fikcyjność i iluzję, w której zatopiliśmy się bez reszty. Począwszy od historii futbolu tatrzańskiego widzianej oczami dziesięcioletniego chłopca, dorastamy razem z nim, powracając w każdej kolejnej opowieści w znajome mu już miejsca i do spotkanych wcześniej ludzi. I tak razem z nim przeżywamy grupową egzaltację uczuć na tatrzańskiej polance, spotkanie z misiołakiem rozjuszonym aurą pięknej góralki czy trudne relacje z ojcem, którego nastrój doprowadza do pojmania i oskarżenia o rzucanie przezeń uroków.

Ja już mieszkałem w akademiku, ale dostał mi się pokój z dwójką palących filozofów [...]. Ich nocne rozhowory ontologiczne truły mi życie jeszcze skuteczniej niż utarczki moich starych, zacząłem więc uciekać w góry. Kruchą rzeczywistość zamieniłem na litą skałę.

Sięgając po Spiski, kompletnie nie wiedziałam czego mam się spodziewać. Wchodziłam w ich treść z całkowicie czystą kartką. Krótki opis z tylnej okładki, będący niejako mikrorecenzją trzymanej w ręku książki nie wskazywał na to, co miało wydarzyć się w środku. Dodatkowa polecajka sławnego aktora wytłuszczona kolorem, wydała mi się zbyt banalna, a może nawet tandetna, i wcale nie zachęcała szczególnie do sięgnięcia po tę pozycję. Słowa samego autora, również znajdujące się na okładce, niejako uchylają drzwi do świata przedstawionego, ale też nie zdradzają zbyt wiele. Wręcz przeciwnie – dla mnie okazały się mylącym tropem. Wszystko zdaje się potwierdzać to, co napisałam wcześniej – żadne słowa nie są w stanie oddać tego, co wydarza się w środku. Z tym po prostu nie ma dyskusji.


Co zatem kryje się między kartkami, co tak trudno słowem właśnie uchwycić? Przede wszystkim jest to język, którym posługuje się autor. Mieszanina gwary góralskiej (w przypadku tej książki można domyślić się, że chodzi o gwarę spiską) i niemalże poetyckiego języka i sposobu przedstawiania historii, pozostawia trwały uśmiech na twarzy czytelnika. Niekontrolowane fale szczerego śmiechu zdarzały mi się częściej, niż początkowo przypuszczałam. Pierwszy raz czytana przeze mnie książka okazała się tak zaskakująco zabawna, że ciężko było oprzeć się figlarności jej słów. Autor nie szczędzi także góralom. Odważnie i szczerze wyśmiewa ich przywary, dodając postaciom jeszcze więcej groteskowości.

Kuczok stworzył świat zapewne po części zainspirowany własnymi doświadczeniami. Złudny realizm życia narratora powieści, inteligentnego ceperskiego młodzieńca, dojrzewającego na naszych oczach, pozwala zapałać do niego ogromną sympatią i zbudować pomiędzy nim a czytelnikiem szczególną więź. Być może dlatego tak trudno jest rozstać się z jego światem po przeczytaniu całości. Jedno jest pewne: tak długo jak bohater będzie powracać w góry, do znanych sobie miejsc, tak i ja będę powracać tam razem z nim. Na pewno niejednokrotnie.

Schodziłem z gór lekki, bagaż doświadczeń jeszcze mnie nie obciążał, nikt na mnie nie czekał, nikt o mnie natrętnie nie myślał. Młodość mi przędła horoskop. Miałem czas, morze czasu przed sobą. Wszystko jeszcze mogłem odłożyć na później.



You Might Also Like

0 comments

Popularne

Obserwatorzy

Translate

Subscribe