Endemity - festiwal literatury Europy Środkowo-Wschodniej, 10-14 X 2018

24 października


Festiwal Endemity odbywający się w Poznaniu po raz siódmy, w tym roku w dniach 10-14 października, nie bez przyczyny swoją nazwę bierze od przyrodniczego określenia endemit. Endemity bowiem są jednostkami rzadkimi, specyficznymi dla danego miejsca, które poza nim nie występują naturalnie. Unikatową można również nazwać literaturę, która jest charakterystyczna dla danego regionu świata, stając się niejako taką jednostką. Festiwal, o czym możemy przeczytać na stronie, to wydarzenie poświęcone literaturze Europy Środkowo-Wschodniej, która uwarunkowana została poprzez liczne wydarzenia historyczne oraz polityczne, i której twórczość w dalszym ciągu zmaga się z poczuciem wyobcowania oraz poszukiwania własnej tożsamości. W planie festiwalu znajdują się zarówno spotkania autorskie, jak i wernisaże oraz spektakle. Różnorodność wydarzeń pozwala spojrzeć z różnych perspektyw na sytuację i kondycję tej części Europy, o której mówi się mniej, a której integralną częścią jesteśmy.


Dzień 1

Pierwszy dzień tegorocznego festiwalu, którego myślą przewodnią była wspólnota, rozpoczął się od spotkania z Robertem Rientem i Piotrem Ibrahimem Kalwasem. Pierwszy z nich, autor Świadka, Duchów Jeremiego (nominacja do Nagrody Literackiej NIKE) oraz mającego swoją premierę we wrześniu tego roku Przebłysku, wnosił do dyskusji głównie swój punkt widzenia jako były świadek Jehowy. Piotr Ibrahim Kalwas, autor książki Egipt: haram halal, który w dorosłym życiu, świadomie, stał się wyznawcą islamu, był natomiast w dyskusji głosem neofity – człowieka, który przyjął nowe wyznanie. Obaj pisarze, doświadczając w swoim życiu poczucia inności i wyobcowania, opowiadali o wspólnocie religijnej, która nie zawsze jest ukojeniem i która wbrew pozorom, nie każdemu jej członkowi jest potrzebna. Dwa zupełnie różne wyznania, dające całkowicie odrębne punkty widzenia, uzupełniały wzajemnie obraz odosobnienia jednostki w funkcjonującej społeczności. Dyskusja zakończyła się celnym stwierdzeniem o miejscu religii w życiu człowieka, które powinno znajdować się wyłącznie w środku każdego z nas, a nie w zrzeszających się wspólnotach wyznaniowych, które często przeinaczają wiarę i stają się przyczyną cierpienia.


Dzień 3

Tłem kolejnej dyskusji o wspólnocie, w której tego dnia uczestniczyli Mikołaj Grynberg oraz Krystyna Naszkowska, były wydarzenia marca ’68 roku. Tematem przewodnim spotkania była przymusowa emigracja osób pochodzenia żydowskiego, przeprowadzona pod koniec lat 60. w Polsce. Autorka książki Ani tu, ani tam. Marzec ’68 – powroty, brała aktywny udział w wydarzeniach mających miejsce 50 lat temu, ponieważ, jak wspominała w dyskusji, "był to okres, w którym każdy musiał opowiedzieć się po którejś stronie". Uważa jednak, że antysemityzm marcowy zdominował wydarzenia tego okresu, a „walka o demokrację została odsunięta w cień fali antysemityzmu”. Bohaterami książek traktujących w głównej mierze o wydarzeniach marcowych zarówno u Naszkowskiej, jak i u Grynberga są ludzie, którzy zmagają się z problemem własnej tożsamości i pomimo ustatkowania (czy to ostatecznie w Polsce, czy za granicą) często nie czują przynależności do społeczeństwa.

Zostałem wyrwany z korzeniami i nigdy więcej ich nie zapuściłem. – takie między innymi zdanie pada z ust jednego z uczestników wydarzeń marcowych.

Całe spotkanie zakończyło się bez optymistycznej wizji przyszłości. Mikołaj Grynberg podsumował je dosyć ponurym żartem i dodał, że jego zdaniem fale antysemityzmu będą się w Polsce pojawiać cyklicznie. 


Mikołaj Grynberg i Krystyna Naszkowska, Galeria Miejska Arsenał

Dzień 4

Czwartego dnia festiwalu jego uczestnicy mieli okazję wziąć udział w spotkaniu autorskim z naszym sąsiadem z Białorusi, Alhierdem Bachareviczem. Muszę przyznać, że to spotkanie zrobiło na mnie największe wrażenie. Być może dlatego, że tak mało wiem o kraju za naszą wschodnią granicą, nie wspominając o jego literaturze, o której na naszym rynku praktycznie się nie słyszy. Bacharewicz opowiadał o swoich wyjazdach poza granice kraju, które pozwalają mu zmienić nieco punkt widzenia (porównał to do stania przed obrazem – czasem trzeba zrobić krok w tył, aby spojrzeć na obraz z szerszej perspektywy). Właśnie migracja i wyobcowania są głównymi tematami, które porusza w swoich książkach. Przyznał, że pisząc w języku białoruskim podejmuję próbę zerwania ze schematami białoruskiej tradycji literackiej, która jest mocno związana z literaturą rosyjską. Większość białoruskich pisarzy pisze swoje książki właśnie w języku rosyjskim. Alhierd Bacharewicz tłumaczył, że nie pisze dla szerokiej publiczności, ale dla „wolnych Białorusinów w zniewolonym kraju”, którzy tak jak on czują się w nim obcy.

Dla mnie twórczość to jeden z niewielu sposobów, aby zachować swoją wolność.

Bardzo interesujący był także temat cenzury, poruszony pod koniec spotkania. Bacharewicz wyjaśnił, że cenzura niszowych książek na Białorusi nie istnieje. Ma ona miejsce jedynie wtedy, kiedy pisarz chce dotrzeć ze swoją książką do szerszego grona odbiorców. Dodał, że najgorszą jej formą jest jednak autocenzura, którą autorzy często na siebie nakładają, zważając na słowa tylko po to, aby ich książka miała możliwość dotarcia do szerszej publiczności.


Spotkanie autorskie z Alhierdem Bacharewiczem, Klub Dragon

Alhierd Bacharewicz, Klub Dragon

Bacharewicz opowiadał również o swojej najnowszej książce Psy Europy (tytuł w dosłownym tłumaczeniu, książka nie została jeszcze u nas wydana). Uczestnicy mieli okazję posłuchać również jej fragmentu, odczytanego w wymyślonym przez autora języku balbuta.
Z takiego spotkania trudno wyjść bez własnego egzemplarza książki, dlatego też zaopatrzyłam się na nim w Mały leksykon medyczny według Bacharewicza, jednej z dwóch wydanych w Polsce książek autora, oraz Cyrk i inne wiersze – tomik poezji partnerki pisarza, Julii Cimafiejewej.

Tego samego dnia odbyło się również słuchowisko Noc jest czarna | ciemnoskóra jest noc. Przy zgaszonym świetle, w zaciszu staromiejskiej kamienicy, mogliśmy posłuchać historii, zarówno tych nam bliskich, z życia wziętych, jak i trochę dalszych, z Czarnego Kontynentu. Na stronie wydarzenia możemy przeczytać, że jest ono inspirowane m.in. Hebanem Ryszarda Kapuścińskiego. Muszę przyznać, że podczas jego trwania łatwo było odpłynąć do miejsc, z których słowa brały swój początek.


Dzień 5

Ostatnim wydarzeniem, na które udało mi się dotrzeć, było niedzielne spotkanie z Katarzyną Tubylewicz. Tutaj z kolei przenieśliśmy się nieco na północ Europy. Utopijna wspólnota w kontekście Szwecji wydaje się trafnym określeniem. Jednak czy zawsze tak było? Pisarka opowiadała o micie humanitarnego kraju, o jego pronazistowskiej historii oraz o kryzysie tożsamościowym, który Szwecja obecnie przeżywa. Tolerancja będąca jedną z bardziej charakterystycznych dla tego kraju cech, nie zawsze odnajduje swoje odzwierciedlenie w rzeczywistości. Mit najlepszego kraju na świecie stworzyła sama Szwecja. Teraz sama musi uporać się ze zbytnim wyidealizowaniem zarówno swojej przeszłości, jak i teraźniejszości.
Całemu spotkaniu towarzyszyła profesjonalna, ale i niezwykle ciepła atmosfera, roztaczana zarówno przez samą pisarkę, jak i przez prowadzącą spotkanie. Kameralne i przytulne wnętrze Atelier Stowarzyszenia Łazęga Poznańska sprawiło dodatkowo, że dyskusja była niczym rodzinna pogawędka z dawno niewidzianymi krewnymi w zaciszu własnego domu.


Katarzyna Tubylewicz, Atelier Stowarzyszenie Łazęga Poznańska

"Moraliści. Jak Szwedzi uczą się na błędach i inne historie" Katarzyna Tubylewicz

Z tegorocznego festiwalu ominęły mnie tylko trzy wydarzenia: slam poetycki, wernisaż wystawy Skok wzwyż oraz jeszcze jedno spotkanie autorskie. Myślę, że to i tak niezły wynik, jak na pięciodniowy maraton literacki. Powiew ze wschodu nieco odświeżył moją biblioteczkę, z czego niezmiernie się cieszę i mam nadzieję, że Was również zachęci do sięgnięcia po literaturę z tej części Europy. Czas nieco urozmaicić swoją półkę z książkami. A więc do dzieła!



You Might Also Like

0 comments

Popularne

Obserwatorzy

Translate

Subscribe