Rzeczy, które ledwo się wydarzają: „Mikrotyki” Paweł Sołtys

16 września



Niebanalne historie z życia wcale nie muszą być pochodną niesamowitych przygód. Intrygujące i hipnotyzujące mogą być również powszednie wydarzenia – wystarczy spojrzeć na nie pod odpowiednim kątem. Paweł Sołtys w Mikrotykach w taki właśnie sposób patrzy na wszystko, co się wokół niego dzieje. Książka, będąca jego literackim debiutem, zachwyca niesamowitą wrażliwością. Autor nie widzi świata jako całości. Widzi go rozdrobnionym na małe kawałki. Te cząstki składają się na nasze wybory, a później na wyrosłe z nich reminiscencje. 



Opowiadania zgromadzone w tej niewielkiej książce to po prostu wspomnienia, które mogły należeć do każdego z nas. Nie ma w nich nagłych zwrotów akcji, chciałoby się powiedzieć ot zwykła szara codzienność. Takie określenie jednak zupełnie tu nie pasuje. Wszystkie opowiadania mienią się słowami, a każda kolejna strona przesycona jest, idealnie wpisującymi się w treść, metaforami. Mikropowieść w swej małej formie nabrzmiała jest od emocji.

Albo kiedy człowiek chciałby być płytki jak wysychające rozlewiska w Kamieńczyku. Płyciutki, żeby sięgnąć w siebie i żeby zaraz był opór – materia, życie, dno. A on sięga, sięga po coś i niespodziewanie zapada mu się ręka, ramię, i już jest cały w sobie, w ciemności, i się okazuje, że to już gdzie indziej, i mało widać, tylko się nasłuchuje, jak własna przeszłość i cudze coś tam szepczą, z czegoś chichoczą, nad czymś popłakują.
 

W Mikrotykach można znaleźć to, co zagubione. Wszystkie te skrawki rzeczywistości, które niepostrzeżenie nam umknęły, a które kątem oka gdzieś dostrzegamy. Mało kto posiada zdolność widzenia świata w takiej postaci. Widzimy tylko całości: kobietę za barem, która polewa nam kolejne kieliszki, sąsiada, którego mijamy co dzień na klatce schodowej czy bójkę chłopaków na szkolnym boisku. I rzadko kiedy nasuwa nam się refleksja: czy to jest faktycznie wszystko? Gdzie podziały się te wszystkie szczegóły, które składają się na taki obraz, a których nie dostrzegamy? Po lekturze Mikrotyków zdolność widzenia się wyostrza. Paweł Sołtys pięknie rozdrabnia z pozoru zwykłe zdarzenia i okrasza je odpowiednimi przymiotnikami, serwując czytelnikowi znakomitą literacką ucztę. 

Jedynym negatywem tej przesyconej (nie) codziennością książki jest jej objętość. Bo po skończeniu chce się więcej. Łapczywie i całymi garściami czerpać z płycizny istnienia. Wyciskać z życia miąższ, tak jak robi to Paweł Sołtys. 




– I co?

– I ja go tym Iwaszkiewiczem w torebce walnąłem.

– Walnął pan profesor?

[...]

– Hmm, wie pan, uczciwszy uszy, to ja go może i pierdolnąłem nawet, bo słaby w nogach się zrobił i usiadł a podłodze.

– To może go nawet jebnął pan profesor!

– No nie, ten rdzeń, przepraszam, morfem jest dla mnie jednak miłosny jakoś. Zdecydowanie go tym Iwaszkiewiczem nie jebnąłem.

Profesor uśmiechnął się smutno w jakieś wspomnienie morfemu, a może i wyrazistego, silnego za nimi sufiksu.


Czytajcie. Na prawdę warto.

You Might Also Like

0 comments

Popularne

Obserwatorzy

Translate

Subscribe