Przełamując negatywny wpływ otoczenia: „Elegia dla bidoków” J.D. Vance

23 marca


Do bestsellerów zawsze podchodzę z pewną dozą sceptycyzmu. To, co jest szeroko reklamowane i promowane w mediach nie zawsze zdaje się podołać oczekiwaniom czytelników. Do lektury najnowszego bestselleru New York Times’a również odniosłam się z pewnym dystansem, gdyż mnogość pozytywnych recenzji zawsze wzbudza moją czujność. Hasła okładkowe pozostają dla mnie neutralnie, a opinie wyrobiam dopiero po przeczytaniu całej książki. Jak było z Elegią dla bidoków? Czy faktycznie jest to najważniejsza książka o Ameryce ostatnich lat? Być może tak. Ale tylko z perspektywy jej naiwnych mieszkańców.




Elegia dla bidoków to książka, przedstawiająca historię życia jej autora, J.D. Vance’a. Dorastanie w rejonie Appalachów nie jest najłatwiejszym zadaniem, zwłaszcza kiedy należy się do niewykształconej klasy robotniczej, nazywanej potocznie hillbillies – bidokami. Złe wzorce postępowania, powszechne patologie oraz brak perspektyw na przyszłość to codzienność dla mieszkańców tego rejonu Stanów Zjednoczonych. Autor książki przedstawia nam świat bidoków z własnej perspektywy – sam wychował się w rodzinie należącej do biednej klasy robotniczej pochodzącej z Kentucky. Całą opowieść rozpoczyna od historii życia swoich dziadków, nazywanych przez mieszkańców południa Mamaw i Papaw. Na początku poznajemy ich historię oraz wydarzenia, które zadecydowały o ich przyszłych perypetiach. Strona po stronie autor zapoznaje nas z kolejami ich losów, a później również z losem ich dzieci i wnucząt. 

Dzieciństwo autora kształtuje się bardzo silnie pod wpływem Mamaw. To właśnie ona odgrywa kluczową rolę w jego życiu, zastępując mu jego prawdziwą matkę, która nie do końca poradziła sobie z rolą rodzica małego J.D.. Babcia stała się motorem napędowym ku lepszemu życiu, które autor w końcu osiągnął. J.D.Vance dosyć odważnie pisze o całej swojej rodzinie, której członkowie nie zawsze charakteryzują się pozytywnymi cechami. Bliskie osoby z jego otoczenia, które miały decydujący wpływ na kształtowanie się jego przyszłości, często nie potrafiły podołać problemom codziennego życia. J.D. Vance przedstawia bidoków jako ludzi silnie utożsamiających się ze swoim pochodzeniem. Osoby stale obecne w jego życiu są często bardzo bezpośrednie i odnoszą się wulgarnie, nawet do najmłodszych. Mogę się jedynie domyślić, że pisanie o bliskich osobach nie należy do najłatwiejszych zadań, dlatego Vance’owi nie można nie pogratulować odwagi. 

Elegię dla bidoków na początku czytało mi się dosyć ciężko. Nie wiem czy było to spowodowane językiem, którym posługuje się J.D. Vance, czy raczej niezbyt klarownym i nieuporządkowanym wstępem. Po kilkunastu stronach historia bardziej mnie zaabsorbowała, jednak na tym moje zainteresowanie się skończyło. Nie znalazłam w niej żadnych elementów zaskoczenia, była raczej przewidywalna pod względem wydarzeń. Nie są też dla mnie wyjątkowe same losy autora, który potrafił wyrwać się z biedy i pokierować własnym życiem inaczej niż robili to przed nim jego bliscy. Wiele takich historii możemy znaleźć również we własnym otoczeniu, wystarczy dobrze się rozejrzeć. Myślę, że nazywając Elegię dla bidoków najważniejszą książką o Ameryce ostatnich lat trzeba być mocno zaślepionym na swoich sąsiadów i rodaków, z którymi dzieli się dosyć spory kawałek ziemi za oceanem.

You Might Also Like

0 comments

Popularne

Obserwatorzy

Translate

Subscribe